|
Europa 2010... szlakiem stolic Nawigacja: Home / Europa 2010... szlakiem stolic
Tutaj w formie opisowo-humorystycznej przedstawiłem najważniejsze fakty dotyczące pierwszego, zakończonego etapu wyprawy Europa 2010...szlakiem stolic. Przejechaliśmy 6200 km i odwiedziliśmy 14 krai. Na końcu podziękowania dla tych, którzy nam pomogli czyli sponsorów i patronów.
Autor:Piotr Jędrzejak
Awarie:
Kto by pomyślał, że kuchenka Coleman, która jest tak zachwalana na forach internetowych odmówi posłuszeństwa już w drugi dzień( na terenie Czech), gdy zmęczeni upałem zdecydowaliśmy, że nagrodą za trudy dnia będzie spaghetti oraz przysmak rodem z miejscowego Tesco czyli konserwa turystyczna(nie jedzcie tego;) oraz sos bolonese. Oliwy do ognia dodał fakt, że kuchenka ”umarła” tuż po tym jak jeden z nas, czyli ja- skonsumował tą nieprzeciętną „mieszankę”…dla drugiego kuchenka już nie miała cierpliwości( Seweryn naprawdę nie było czego żałować, uwierz mi;)Po tej awarii po krótkiej wymianie zdań wiedzieliśmy, że stan naszych żołądków będzie bezpośrednio zależał od tego co zaoferują nam tanie bary oraz niezastąpione supermarkety ( w tym jeden szczególnie -Lidl, na widok którego mój kompan dostawał napadu euforii połączonego z drganiem różnych części ciała; do dziś nie dowiedziałem się czemu akurat Lidl miał tak kolosalny wpływ na jego rozwój emocjonalny;)
Szprychy jak to szprychy lubią pękać…na przestrzeni 1000 km mieliśmy w sumie 5 takich przypadków ( Seweryn-3, ja-2 )Za pierwszym razem z pomocą przyszedł nam bardzo miły Węgier, który dostrzegł naszą dwójkę „wypoczywającą” na miejscowym trawniku( dosłownie rzecz ujmując legliśmy bezwładnie i czekaliśmy na jakiś cud-tak to jest jak nie zabierze się tego, co potrzebne!;) Węgier okazał się na tyle miły, że podwiózł Seweryna do miejscowego Decathlona, gdzie tam panowie za „symboliczną” (MASAKRA!) opłatą naprawili kółko. Zatem jedziemy dalej…Drugą awarię mieliśmy na Słowacji…tu było znacznie ciekawiej hehePo tym jak Seweryn zaliczył „ wywrotę” spowodowaną zbyt dużą szybkością podczas zjazdu i ślizgiem na piasku zakończoną lotem do rowu ( nikt mi nie powie już, że rower z 30 kg bagażu nie może poszybować w powietrzu ;) udaliśmy się do sklepu, gdzie okazało się, że jedynym lekarstwem będzie wymiana całego koła.
Dla każdego kto wybiera się w długą wyprawę mam pewną poradę-siodło musi być jak najwygodniejsze ( Sakwiarze polecają „ Brooks’a).W przeciwnym razie czeka Was to co mnie- mniej „arystokratyczna” część ciała doznaje szeregu doznań niekoniecznie miłych: obtarcia, obicia itd. Nie będę wdawał się tutaj w szczegóły. Powiem tylko, że gdyby nie wymiana siodła, to musiałbym sobie du.. wymienić;)
GPS-y, esy, floresy;) GPS sprawował się OK, ale parę razy wyprowadził nas w pole. Nie polecam go także „parować” na kierownicy z licznikiem bezprzewodowym- dystans może ulec zmianie. Oni się nie lubią tak do końca moim zdaniem;)To nie jest Bonnie i Clyde;)
Pęknięte błotniki hmmm to zawsze przecież można skleić brązową taśma.
Prysznic nie nadający się do użytku…na szczęście sytuacja miała miejsce przedostatniego dnia w Rzymie. „Koczowaliśmy” 13 km od Rzymu(na ładnej polanie, otoczeni drzewami ), starając się być jak zawsze niezauważonym. Jeden z nas wziął sobie to jednak za bardzo do serca. Seweryn uzyskał po tej „akcji” przydomek „commando”. Wszystko działo się wieczorową porą, kiedy to w pełni przygotowani do wejścia na „pole namiotowe”( z zapasami wody do mycia i zakupami) chcieliśmy wejść na nie dyskretnie i nie zauważeni.Obydwa warunki nie zostały spełnione;)Należało pokonać rów…oraz poczekać na odpowiedni moment kiedy ulica będzie pusta. W końcu…wystartował!!! Ależ to była walka!!! 5 upadków na dystansie 2 metrów, 15 kg worek z wodą spadł 4 razy( dystans ten sam;), poharatane nogi itd. itp. Cel zdobyty, zuch chłopak, mogło być gorzej-mógł sobie np. nogi połamać;)! Prysznic jest teraz „upgradowany”- ma już 5 dziur zamiast jednej! Well done mate;) Swoją drogą prysznic kempingowy to cudowne urządzenie- kąpiel po całym dniu jazdy to coś, co działa jak narkotyk-następnego dnia znowu musisz to zrobić;) Co prawda w okresie „testowym” czyli pierwsze dwa tygodnie kąpiel to było raczej doznanie bardzo zjawiskowe, niespotykane, to mimo wszystko warto go zabrać. Polecam tańsze prysznice gdyż w cenie tego droższego na literkę „O” mamy około 8 tańszych…na różne literki;)( nasz był klejony raz i potem służył dalej )
Noclegi: Czy każdy z Was nie marzył o noclegu w bliskim sąsiedztwie lotniska i torów kolejowych? Ja też nie! A jednak tak było heheJeśli jednak ktoś potrzebuje namiar, to chętnie się podzielę…kierunek…Wiedeń lub Split:) Porada: obowiązkowo zabrać korki do uszu!
Wszystko było spowodowane faktem, że miało być bezpiecznie. A gdzie jest najbardziej bezpiecznie? W domu. Cudzym?...czy to jest aż takie istotne?;)Bośnia i Hercegowina…oj długo szukaliśmy naszych 4 ścian. Nie wspominam o nietoperzach i spaniu na betonowej podłodze;) Ale ten Pan, który około godz. 7.00 przyjechał, powiedział „Ciao”, wyciągnął miarkę i zaczął mierzyć okna, po czym z uśmiechem na twarzy odjechał- to było coś!!! Co kraj to obyczaj hehe. Smaku całej sytuacji dodaje fakt, że byliśmy na terenie jego budowy; to co zobaczył to namiot rozbity na parterze jego domu a w środku… dwóch zdziwionych turystów z wybałuszonymi oczami zajadających musli.
Po tych dosyć extremalnych doznaniach czas na coś bardzo miłego.Malutka kamienista plaża, nikogo dookoła i jedynie co jakiś czas przepływający prom z turystami, którzy nie bardzo wiedzą, czemu ten nagi, zarośnięty gość wystawia tylnią cześć ciała, po czym….spacja…miało być miło;) Tak właśnie było w Czarnogórze, traf chciał że akurat kiedyschodziliśmy, to inna załoga zajmowała nasze miejsce. W kwestii wyjaśnienia zejścia oficjalnego nie było, ale jakie to ma znaczenie kiedy masz do czynienia z „commando”;)Rowery Brennabor’a spisywały się świetnie, czasami nawet były użytkowane w warunkach typowo downhillowych.
Kraj w którym najszybciej wzrastają ceny-Chorwacja. Po około 2 godzinach szukania noclegu w
Rijece i wielu ciekawych sytuacjach m.in. trafieniu na plażę, którą jeden z „kochających inaczej” opisał jako miejsce intymne oraz rozmowie z miejscową policją patrolującą strefę przybrzeżną (a było tak blisko…mieliśmy miejsce, trawę do wyścielenia podłoża i widok na morze ) trafiamy na kemping. Tutaj właśnie następuje śmieszna sytuacja. Podczas pierwszej wizyty na kempingu cena wynosiła 15 Euro….po około 2 godzinach wynosi już 16 Euro…ach te podwyżki;) Dłuuuuga rozmowa z obywatelem Pakistanu-recepcjonistą spełza na niczym; widocznie u nich takie podwyżki to normalna sprawa;)Uff…jest spanie….jest cywilizowany prysznic…mam ogoloną twarz…i śpię na kawałku twardej ziemi…za jedyne 16 Euro;)
My nazwaliśmy to „włoski PGR”. W rzeczywistości było to bardzo nowoczesne gospodarstwo rolne. Z braku laku wybraliśmy je na nocleg. Brama gospodarstwa szeroko otwarta zaprasza na swoje włości. Miejsce całkiem dobre: pod koroną drzewa. Coś jednak musiało nie pójść po naszej myśli: „szczekacz” i do tego wredny, nie pozwalający zasnąć mimo włożonych korków do uszu. Nad ranem zaś odwiedza nas właściciel „szczekacza”. Okazuje się jednak bardzo wyrozumiały i pozwala nam spokojnie opuścić teren:)To wszystko przez nich…to oni nas zachęcili. Cała sprawa miała miejsce wieczorem pod klasztorami Meteory. Zachęceni widokiem kierowców w kamperach, którzy zaparkowali pod klasztorami z myślą spędzenia tam nocy, rozbijamy nasz „ wigwam”. I pojawiają się „ oni”.NO SLEEPING! NO CAMPING!I tutaj znajomość języka obcego się kończy;) Najpierw przeganiają właścicieli kamperów, potem przychodzi kolej na nas. Tylko po co te latarki, które sprawiają, że człowiek traci orientacje gdzie co jest…i to we własnym namiocie. Ale i tak było warto. Wkrótce znaleźliśmy ciekawe miejsce do spania, gdzieś w połowie wzgórza na szlaku trekkingowym. Dzisiejszy program sponsorują literki „G”i „P” jak „Grecka Policja”. Gorąco pozdrawiamy;)
To był niesamowity dzień. Najpierw miasteczko Cassino a potem wieczorny podjazd na Monte Cassino-nasze miejsce na ziemi włoskiej, miejsce tak ważne dla każdego Polaka. Miejsce, w którym warto się zatrzymać, wyciszyć, pomyśleć. Spotkaliśmy tam rzecz jasna naszych rodaków. Nie mogliśmy sobie odpuścić widoku wzgórza i cmentarza za dnia; w związku z tym długo szukaliśmy dogodnego miejsca. Była polana koło cmentarza, był sad winogronowy…finalnie wylądowaliśmy koło zrujnowanego domu, ok. 1 km od cmentarza Monte Cassino. Tam na pewno warto będzie kiedyś wrócić...
|
Quarq CinQo Saturn2 for Specialized
W połowie lat osiemdziesiątych mobilne pulsometry zrewolucjonizowały treningi kolarzy.... Więcej 11 miejsce Mariusza Jarka w Pucharze Świata w Szczawnie
Poraz pierwszy w historii Puchar Świata w four crossie odbył się 5 maja... Więcej Piotr czwarty na Grazer Bike Opening
Wczorajsze zawody Grazer Bike Opening zgromadziły na starcie blisko 70.... Więcej Zwycięski weekend JBG-2 MTB Team!
Ten weekend kolaży JBG-2 Team należał do bardzo pracowitych. W Żerkowie zainaugurowana... Więcej Marek Galiński drugi w Adilcevaz
Marek Galiński (JBG-2 Team) zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalniej wyścigu etapowego... Więcej Nowy stojak serwisowy
Nowy stojak serwisowy/montażowy Feedback!!! Już niebawem w ofercie... Więcej Pokaż starsze ![]() |